Tekst

Proszę o komentarze. Dla ciebie to tylko chwila, dla mnie ogromna motywacja.

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych świąt!

Mikołaja w kominie,
prezentów po szyję,
dwa metry choinki,
cukierków trzy skrzynki,
przed oknem bałwana,
a w sylwestra zabawy
do białego rana.







niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 23



-To nie jest państwa wnuk. Dziecko jest moje i Amandy, więc uprzejmie proszę o opuszczenie naszego mieszkania oraz nie nachodzenie o tak wczesnej porze. – powiedział spokojnym głosem Arthur.

-Byle pies nie będzie mi mówił, co mam robić! - wykrzyknął mój były, a alfa cały się spiął, co wyczułam dokładnie na plecach.

-Loganie! Jak ty się wyrażasz? Mówiłam ci już coś na temat dyskryminacji rasowej. - skarciła syna kobieta.

-Możemy porozmawiać z wami w obecności szefa watachy? - zapytał Dylan.

-Właśnie z nim rozmawiacie, a to jest moja partnerka i jeżeli nie opuścicie posiadłości to zastosuję odpowiednie środki. Nie potrzebne nam do szczęścia czarownice.

-Czemu tak się wydzierasz stary? Niektórzy próbują jeszcze sobie pospać.-usłyszałam nagle głos Seth’a, który pojawił się za nami w samych bokserkach i był jeszcze tak rozkosznie zaspany, że wyglądał jak mały chłopiec. Na moich ustach momentalnie pojawił się rozczulony uśmiech, lecz przypomniałam sobie o naszych niezapowiedzianych gościach, więc przybrałam z powrotem poważny  wyraz twarzy i dotarł do mnie sens słów Arthura.

 -Jakie czarownice? O czym ty mówisz? I skąd oni wiedzą o wilkołakach? – zapytałam zdziwiona i zaciekawiona zarazem.


-Porozmawiamy na ten temat później. -zwrócił się do mnie, ale szybko przeniósł wściekły wzrok na przybyłą czwórkę- Nie życzę sobie widzieć was po raz kolejny, więc trzymajcie się z dala od mojego terytorium. To samo tyczy się  Amandy i naszej córki. Jeżeli taka sytuacja z nachodzeniem nas się powtórzy, to nie ręczymy za siebie. – wy warczał, po czym wypychając Wert’ów na zewnątrz, zamknął drzwi z hukiem.  

- Wow, stary! Uważaj, bo jeszcze drzwi uszkodzisz. A tak w ogóle to o co w tym wszystkim chodziło? Kim byli ci ludzie i czy dobrze słyszałem, że byli czarodziejami?
- To ten frajer, dawny chłopak Amandy wraz ze swoją rodzinką. Ktoś musiał im donieść o dziecku i podejrzewam, że była to Penelopa. Pewnie myślała, że nas tu zatrzymają i w końcu zrezygnujemy z wyjazdu, jej niedoczekanie! Wyjeżdżamy już dzisiaj wieczorem, radze ci powiadomić chłopaków, my musimy jeszcze sobie porozmawiać. – powiedział, po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do „naszej” sypialni.                                             
                                              


wtorek, 1 września 2015

Rozdział 22



-Spokojnie Amando, to tylko Penelopa.-uspokoił mnie Simon.

-Właśnie dziewczynko, to tylko ja, nie masz powodu do ob…-zaczęła dziewczyna, ale zamilkła gdy dokładnie mi się przyjrzała-Szybki jesteś Arthur,  kto by pomyślał, że akurat ty, najrozsądniejszy z  całej watahy tak szybko zostaniesz ojcem.

-Wiesz co? Będzie mi brakować twojego niewyparzonego języka.-rzucił mój ukochany.

-Ale jak to? Gdzie się niby wybieracie?

-Przenosimy się do Wirginii, mieszka tam moja rodzina, a tutaj raczej nic nas nie trzyma. Mamy tylko więcej kłopotów i natrętnych ludzi na karku.

-W takim razie życzę wam szczęścia na nowej drodze życia.-odpowiedziała chłodno, po czym z wysoko podniesioną głową  opuściła nasz dom. Chwilę później wykręcając się patrolem, Simon również wyszedł.

-Zajmę się pakowaniem, do zobaczenia wszystkim.-odezwałam się po dłuższej chwili ciszy i ruszyłam po schodach na piętro. Będąc już w swojej sypialni, ułożyłam się plecami na łóżku i westchnęłam głęboko. Ta cała przeprowadzka była dla mnie okropieństwem i chciałam, by stało się coś, przez co nie moglibyśmy jej wprowadzić w życie. Z drugiej jednak strony, miałabym w końcu możliwość wyjścia gdzieś dalej niż obszar naszej posesji. Arthur uparł się, że jeśli moi dawni znajomi zobaczą w jakim jestem stanie, to będą wiedzieli iż to dziecko Logana. Jak dla mnie przesadzali i to zdrowo, ale co ja się będę wykłócać. 

                Po chwili leniuchowania  zabrałam się w końcu za to, po co tu weszłam, mianowicie pakowanie. Wyciągnęłam stare pudełka po jakimś sprzęcie RTV i zaczęłam wkładać drobiazgi od pamiątek rodzinnych, które zdążyłam poukładać w niektórych kątach po kosmetyki. Na koniec do dwóch walizek włożyłam wszystkie moje ubrania, które przy okazji posegregowałam, by wyrzucić niepotrzebne.  W międzyczasie mój chłopak zabrał się za swoje rzeczy i gdy skończyłam, zostawiłam go, po czym wzięłam gorącą kąpiel i położyłam spać w dawnej sypialni.

*

                Obudziło mnie głośne łomotanie do drzwi frontowych domu, które nie chciało ustać oraz natarczywy dźwięk dzwonka. Stoczyłam się z łóżka nadal zaspana, po czym zeszłam na parter i otworzyłam wrota, a mój mózg dopiero po chwili skojarzył kim są niezapowiedziani goście. Z tyłu ubrany w garnitur stał wysoki, dobrze zbudowany brunet po czterdziestce, obok niego niska, zielonooka kobieta w zbliżonym wieku, a przed nimi dwóch chłopaków w moim wieku. Byli to Renata, Dylan oraz Andre i Logan Wert. Dziwnie się poczułam, stojąc przed nimi w piżamie, z dość sporym, ciążowym brzuszkiem.
-Kto to Amando?-usłyszałam za sobą głos ukochanego i w tamtej chwili nie martwiłam się swoimi podejrzeniami o zdradę, chciałam by mnie mocno do siebie przytulił, co po chwili zrobił.
-Państwo chyba pomylili domy.-odpowiedziałam, chcąc zamknąć im drzwi przed nosem, ale mój były zdążył wsunąć but.
-Nie wydaje mi się kochanie.-rzucił sarkastycznie wspomniany wcześniej brunet.
-Panno Cole, chcemy tylko wyjaśnić kilka kwestii, związanych z… prawdopodobnie naszym wnukiem.-wtrąciła pani Wert.                                                                            


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie! Na rozpoczęcie roku szkolnego oddaje rozdział w wasze ręce. Mam nadzieję, że wam się spodoba mimo, że ostatnio cierpię na brak weny i nie wychodzi mi za bardzo nic. Zdziwieni obrotem sytuacji? Planowałam ten moment od początku tego opowiadania, więc mam nadzieję, że jako tako wyszedł. Pozdrawiam i udanego roku szkolnego życzę! Niestety zaczynam go dopiero w następny poniedziałek, takie uroki zawodówki:( Może jestem dziwna, ale... ja chcę na zajęcia! Do następnego!:)